Następstwo zmian – Rozdział 21

Rozdział 21

Krótkie listopadowe dni nużą swoją monotonią, szczególnie po tak emocjonującej końcówce lata. Widok szarego, często zachmurzonego i zapłakanego deszczem nieba, bezlistnych drzew, traw wiatrem przytulonych do ziemi napełnia życie melancholią, naznacza nudą i rutyną codzienności. Tym bardziej cieszą pierwsze niewinne płatki śniegu wirujące w powietrzu, osiadające na szarzyźnie wokół, zamieniając ją w biel nadającą światu świeży wymiar.

Ten śnieg wyzwala też sygnał do podjęcia nowych działań, rozpoczęcia przygotowań do ślubu Doroty i Antona zaplanowanego w końcówce roku.Podekscytowane są głównie kobiety, ale panowie zostają też zaangażowani zlecanymi im różnymi pracami organizacyjnymi.

Nie ma wątpliwości, iż ceremonia ślubna ma odbyć się w miejskim Urzędzie Stanu Cywilnego. Co do wesela istnieje wiele rozbieżności i koncepcji. Anton najchętniej w ogóle by z niego zrezygnował na co jednak nie chce zgodzić się Dorota i Kamila. Popiera ich Zosia ze Stachem, którzy najwyraźniej będą wkrótce następną parą łączącą swe losy węzłem małżeńskim. Elka zaproponowała, aby wesele odbyło się w „Zajeździe pod Jeleniem”. Choć byłoby to wygodne, to Dorota nie wyobraża sobie, aby w tym dniu nie mogły towarzyszyć im ukochane przez nią zwierzęta: alpaki – Frida i Zoja, i osioł Fred.

Anton z wydatną pomocą Stacha, na tyłach domu, zbudował dla nich ocieploną stajnię, w której zwierzęta już od jakiegoś czasu przebywają. Ciepłe, słoneczne dni spędzają na ogrodzonym pastwisku, a teraz gdy zostało ono pobielone śniegiem wydają się być z tego szczególnie zadowolone. Sprawiają wrażenie uradowanych dzieci, dokazujących w świeżym puchu. Nawet stoicki z natury Fred chętnie im towarzyszy. Nic więc dziwnego, że Dorota zdecydowała, że wesele, na którym będą tylko najbliżsi i przyjaciele odbędzie się w „Pensjonacie pod paprociami”. Decyzją tą uszczęśliwiła Pawła. Narodziła się między nimi bowiem prawie rodzicielska więź.

Kiedy Dorota postanowiła rozpocząć życie na własny rachunek, Kamila pełna była obaw. Teraz obserwując ten nowy układ nawet nieco zazdrości siostrze tej zażyłości. Po tragicznej śmierci rodziców był okres kiedy borykała się z brakiem rodzicielskiego wsparcia i czuła się bardzo osamotniona.
Wkrótce śnieg zaczął padać intensywniej, zrobiło się zimno, a silne wiatry potęgowały poczucie przenikliwego chłodu. Kto nie musiał, niezbyt chętnie opuszczał ciepłe schronienia, obserwując świat zewnętrzny przez okna z kubkiem ciepłego napoju w dłoni.

Pewnego wieczoru Kamie siedzącej w modrzewiowym fotelu, czytającej książkę, zdawało się, iż usłyszała dziwny, żałosny dźwięk dobiegający z ganku.
– Krzysiek! Słyszałeś?
– Tak! Wyjrzę na zewnątrz.

Otwiera drzwi wpuszczając do domu powiew mroźnego powietrza. Tuż pod drzwiami, na jutowej wycieraczce leży skulona futrzana kupka, z której spogląda na niego wystraszonymi ślepiami niewielki psiak.

– O biedaku! Co cię tu przygnało? Właź do środka, zobaczymy coś za jeden?

Pies z podkulonym ogonem, niepewnie przekracza próg, od razu przytulając się do ściany w kącie pokoju.
– Zobacz jaki on chudy i zabiedzony – rozczula się Kamila.
– Na razie zostaw go w spokoju, niech się ogrzeje. Postaw mu miskę z wodą i poczekajmy.

Starają się nie zwracać specjalnie uwagi na wystraszonego zwierzaka, ale co i rusz zerkają w tamtą stronę. Pies podczołguje się do miski z wodą, czujnie się rozglądając chłepce wodę, po czym zasypia w kącie. Kamila obok miski z wodą stawia talerz z drobno pokrajaną kiełbasą.

Pies nie jest duży. Wygląda na młodego, jego ciemne futro jest delikatne, gęste lecz zmierzwione, posklejane wczepionymi weń rzepami, a jedna z przednich łap jest poraniona. Kawałek ucha jest wyrwany lub odgryziony.

– Chyba się zgubił i długo się błąkał. Stoczył też jakąś walkę – mówi Kamila.

Tymczasem zrobiło się późno, więc zostawiają śpiącego psa i sami też udają się na spoczynek.
– Poproszę jutro Marka i sama też popytam czy komuś nie zgubił się pies – stwierdza Kama tuż przed zaśnięciem.

Obudziła się wcześniej niż zwykle i od razu pobiegła do pokoju. Po chwili wraca i zmartwiona mówi:
– Nie ma go tam. Kiełbasa znikła, pod drzwiami kałuża, a jego nie ma.
– Nie panikuj. Musi być gdzieś w domu.

Raptem spod ich łózka dobiega jakieś szuranie. Kamila zagląda pod nie i widzi płasko warującego psa, z łbem między łapami. Wyciąga do niego rękę i mówi:

– Chodź do mnie. Nie bój się! Chodź, chodź!
A on powoli się wyczołguje i wącha jej dłoń.
– Chodź Nocek, idziemy do kuchni, dam ci coś do jedzenia.
Piesek już odważniej podąża za nią trop w trop.
– No to masz już przyjaciela – śmieje się Krzysiek.
– A dlaczego Nocek? – pyta.
– Bo zawitał do nas w nocy, a poza tym taki ciemny jest!- odpowiada rozradowana Kama.

I tak Nocek został nieodłącznym towarzyszem Kamili i Krzysztofa.

Zima zadomowiła się już na dobre, przykrywając świat grubą śniegową kołdrą. Wcześnie zapadający zmierzch powoduje, że do nieformalnej jeszcze świetlicy w „Azylu” przychodzi po lekcjach coraz więcej dzieci. Kama i Zosia ukończyły pomyślnie kurs pedagogiczny, ale przedszkole rozpocznie działalność najwcześniej na początku przyszłego roku. Kamili coraz trudniej jest samodzielnie podołać opiece nad rozbrykaną dzieciarnią.

– Czasami nie daję już rady, a trudno jest mi odmówić zapracowanym rodzicom i znudzonym dzieciom – żali się wieczorami Krzyśkowi.
– Co byś powiedział, gdybym na parę dni ściągnęła do nas Zosię? Mogłaby mieszkać w pokoju Doroty na górce. Pomogła by mi, a poza tym będzie to dobry moment, żeby zweryfikować świeżo nabytą wiedzę z praktyką.
– To dobry pomysł! Rozumiem, że już sobie to obgadałyście? – z lekkim przekąsem stwierdza Krzysiek.

W mieście pojawia się coraz więcej akcentów zwiastujących święta. Wszyscy z dziecinną niecierpliwością zdają się już na nie oczekiwać.

Kamila z Dorotą starają się ostatecznie dograć organizację ślubu.
Nie sposób przekonać Antona, aby ubrał się w garnitur. Upiera się, iż wystąpi w stroju, w którym powozi latem wózkiem z alpakami: dopasowane granatowe bryczesy, szary kubrak z granatowymi wyłogami i długie czarne buty. Jedyne na co się godzi, to aby oddać go do pralni, odświeżyć i uzupełnić białą koszulą z granatową muszką. Dobranie do tego pasującego stroju dla Doroty nie jest łatwym zadaniem. Kobiety parokrotnie odwiedzają szereg sklepów w mieście, nawet wybierają się dalej. Ostatecznie Kamili udaje się wypatrzeć jasnoszarą satynową dopasowaną sukienkę z długimi wąskimi rękawami. Znajduje też aksamitny granatowy gorsecik. Dorota jest zachwycona.
W sklepie z towarami etno zakupiły dwa wełniane peruwiańskie poncza w kolorach ziemi, którymi para młoda okryje się, gdyby było bardzo zimno. Kama jest pewna, że ten pomysł Antonowi przypadnie do gustu.

W styczniowym newsletterze Urzędu Miasta Podgórzno ukazała się następująca notatka:

„Po  świętach w miejskim Urzędzie Stanu Cywilnego odbył się ślub Doroty i Antona, znanych mieszkańcom z ośrodka zooterapii „Azyl” działającego przy zajeździe i stadninie „Ranczo”.
Młoda para prezentowała się nieco egzotycznie, ciekawie i malowniczo. Świadkami zaślubin była pani Kamila – siostra panny młodej i pan Krzysztof – lokalny przewodnik i twórca map turystycznych naszego górskiego regionu.
Po ceremonii goście: najbliższa rodzina i przyjaciele udali się na przyjęcie weselne do dawnego „Pensjonatu pod paprociami”.
Nowożeńcom serdecznie gratulujemy i życzymy dużo miłości, radości oraz wspólnego szczęścia na nowej drodze życia!

Przy okazji informujemy, iż po feriach zimowych w „Azylu” zacznie działać przedszkole i świetlica, do których przyjmowane są już zgłoszenia i zapisy”.

Życie każdego dnia niesie ze sobą zmiany, najczęściej niepozorne, bywa też, że niespodziewane i zaskakujące. Krok po kroku wiodące nas po drodze do celu, nie zawsze od razu sprecyzowanego.
Następstwo zmian nieuchronnie nas do niego doprowadzi!

 

Autor: Janka Dąbrowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *