Twierdze, zamki, kościoły warowne.
Czasami tak się dzieje, że dusza podróżnicza mocniej dochodzi do głosu, niż ta kochająca samotne górskie i leśne wędrówki, a ciekawość świata i ludzi gna nas w rejony pełne wielkomiejskiego życia.
Sama sobie się dziwię, że zdecydowałam się na podróż z klubem Agrykola do Rumunii, do Transylwanii.
Kraina położona w centralnej Rumunii, dobrze zagospodarowana i mocno zurbanizowana, a jednak kusząca wieloma zabytkami kultury, o historycznych dziejach „skołtunionych”, jak mało gdzie. Średniowieczne zamki, kościoły – twierdze, nawet po mniejszym lub większym procesie restauracji tchną autentycznością rozbudzającą wyobraźnię dziecka dostrzegającego różne duchy, widziadła i strzygi wychylające się z legend, mitów i baśni.
Na wycieczce przeprowadzonej przez Wytwórnię Wypraw (*), z programem zmodyfikowanym przez Andrzeja działo się wiele: ciekawie, intensywnie, wakacyjnie, przyjemnie, wesoło, ekscytująco, a nawet momentami groźnie. Nie przypuszczałam, że potrafię z taką cierpliwością zwiedzać miasta, zamki i kościoły. Wysiedzieć wiele godzin w „przelotach” autokarowych i czekać, aż wszyscy skorzystają z toalety.
Pogoda trafiła się świetna. Cały czas słońce, temperatury przyjemnie letnie, tylko jeden dzień był pochmurny, ale bez deszczu, co stanowiło raczej miłą odmianę.
Przewodnik ze strony biura (**) okazał się bardzo sympatyczny, otwarty i przyjazny w kontaktach, dobrze wpasował się w nasze towarzystwo. Przekazywał nam masę wiadomości, opowiadał też o swoich podróżach i wędrówkach górskich po Rumunii sprzed 20 lat.
Nie zamierzam przemycać w tej relacji nawet mizernej części tych wiadomości: historycznych, geograficznych czy o stylach architektonicznych zwiedzanych obiektów. Postaram się skupić na kilku wybranych „przedstawicielach” i impresjach z wyjazdu.
Godzi się zacząć od największego miasta i historycznej stolicy Siedmiogrodu, od Kluż Napoca (Cluj Napoca). Miasto dumnie prezentuje swoje pochodzenie z początku II wieku, gdy Cesarstwo Rzymskie podbiło Dację i cesarz Trajan założył tu obóz legionu o nazwie Napoca.
Rzymskie korzenie i starożytne początki jeszcze wyraźniej zaakcentowane są w mieście Alba Iulia. Katedrę św. Michała otaczają potężne mury z solidnej czerwonej cegły, a gotyckie, strzeliste wnętrza ociepla pełny uroku widok kamiennych detali.
Pod grubymi murami cytadeli znalazło się miejsce na bazarek z lokalnymi produktami: dorodnymi warzywami, serami, miodami i różnymi przetworami.
Mieszkańcy nie obawiają się sprzedawać wyhodowanych przez siebie produktów nawet w furtkach swoich domów znajdując na nie chętnych nabywców.
Spacerując w centrum miasta spotkać można postacie m. in. rzymskich legionistów i innych dostojników.
Na jednym z placów ustawiono dzwon będący artystyczną wizją zjednoczenia Rumunii. Trzy szerokie pęknięcia w jego obrzeżu zbiegają się i zanikają w jednolitej kopule współczesnej Rumunii powstałej ze zjednoczenia Wołoszczyzny, Mołdawii i ziem Siedmiogrodu stanowiących prawdziwą mozaikę narodowościową i kulturową składającą się głównie z Węgrów (Madziarów), Szeklerów i Sasów Siedmiogrodzkich.
Rumuni chętnie i z dumą wywieszają tri-kolorowe flagi często w towarzystwie flagi Unii Europejskiej. Fundusze uzyskane w ramach programów unijnych po upadku reżimu komunistycznego były dla Rumunii niczym plan Marshalla dla powojennej Europy.
Różnorodność etniczna Rumunii jest wielka. Ważną rolę w lokalnym handlu i kulturze odgrywali Romowie, Ormianie, Żydzi czy Słowacy.
Szczególnie spektakularnie widoczna jest obecność Romów, którzy budują charakterystyczne domy przypominające małe pałace bogato i fantazyjnie zdobione.
Niezwykle urokliwe i klimatyczne jest miasteczko Sighisoara będące jednym z najlepiej zachowanych średniowiecznych zespołów miejskich w Europie Środkowo-Wschodniej, wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Z prawdziwą przyjemnością spaceruje się tu po wąskich uliczkach kojarzących się z atmosferą miasteczek śródziemnomorskich, przemyka się podcieniami o ścianach i chodnikach z polnego kamienia i ciemnych, drewnianych belkowaniach, spogląda się na zegar na wieży zegarowej, gdzie obok tarczy zegarowej odbywa się spektakl z udziałem średniowiecznych statuetek.
Tej przyjaznej atmosfery nie może nawet zaburzyć widok popiersia Wlada Palownika, pierwowzoru legendarnego Drakuli, z jego mroczną legendą wyjątkowego okrutnika.
Zmerkantylizowana do granic absurdu legenda o Drakuli osiąga swoje apogeum w miejscowości Bran, z zamkiem wykreowanym przez media na siedzibę Drakuli. Wbrew budowaniu mu „upiornego” pijaru ta malownicza budowla zawiera wiele niedużych, przytulnych pomieszczeń, wyposażonych wygodnie i bez nadmiernego przepychu, dając wyobrażenie, jak mogło tu przebiegać codzienne życie mieszkańców.
Siedmiogrodzkie miasteczka zorganizowane są z typowym dla Niemców (Sasów) zamiłowaniem do porządku: domy z pedanterią ustawione jeden obok drugiego, skierowane krótszymi bokami do drogi, o wielospadowych dachach krytych czerwoną, ceramiczną dachówką, współcześnie coraz częściej niestety zastępowanej blachodachówką.
Stare miasto Braszowa oglądane z górnej stacji kolejki linowej wygląda jak „morze czerwone” miejskich dachówek.
Zamków w Transylwanii jest wiele. Budowanych z przepychem przez możnowładców, jako okazałe siedziby rodowe, ale także skromniejszych i prostszych wznoszonych przez lokalne, chłopskie społeczności, mające służyć jako miejsca schronienia dla mieszkańców w trakcie niebezpiecznych najazdów grabieżczych i wojen.
Jednym z najpiękniejszych jest niewątpliwie zamek Peles położony u podnóża gór Bucegi w miasteczku Sinaia.
Wybudowany przez „nabytego” przez Rumunów władcę, młodego i energicznego Karola I Hohenzollerna, kochającego nowinki techniczne i dbającego o szczegóły z dużym poczuciem smaku i estetyki. Rumunia wiele mu zawdzięcza, gdyż uczynił on z zacofanego, źle zarządzanego kraju, dobrze prosperującą krainę. Zwiedzenie wnętrz zamku wymaga nie lada cierpliwości w odstaniu niebotycznej kolejki chętnych, ale warto!
Za najpiękniejszy zamek w Rumunii uznawana jest ogromna gotycko-renesansowa warownia z wieżami i basztami – zamek Korwina w Hunedoarze. Jednak wielokrotnie był on przebudowywany z wyraźnym nastawieniem na „spektakularność”, co według mnie uczyniło go nieco sztucznym i modelowym.
Średniowieczne ślady znacznie łatwiej odszukać w miasteczku Biertan, założonym przez Sasów siedmiogrodzkich, którzy jednak wyemigrowali stamtąd w okresie komunizmu.
Położony na wzniesieniu kościół warowny otoczony potrójną linią murów obronnych nigdy nie został zdobyty. Twierdza wraz z zachowaną starą zabudową okolicznych wsi zostały wpisane do światowego dziedzictwa UNESCO.
Prosty, nawet nieco ascetyczny wystrój kościoła nasuwa obrazy średniowiecznego rycerstwa, przywożącego z wypraw krzyżowych barwne, egzotyczne kilimy i kobierce, które zawieszone są na górnych galeriach.
Ciekawostkę, cud średniowiecznej techniki stanowi przemyślny zamek u drzwi do zakrystii, a sarkofagi „ważnych” z tamtego okresu ustawione w pozycji „na baczność” ukazują szacowne ich oblicza i styl ubiorów.
W niewielkim, jednoizbowym domku usytuowanym na podwórcu kościoła lokowano na okres dwóch tygodni pary planujące wziąć rozwód, które chcąc – nie chcąc w takiej izolacji musiały przetrwać. Jak głosi wieść radykalnie to odwodziło je od tej decyzji.
Przed kościołem ustawiono kilka straganów z regionalnymi pamiątkami, które wykonują lokalni twórcy. To nieczęsty już widok w Siedmiogrodzie, gdzie niestety zaczyna królować chińskie rzemiosło.
Równie cennym zabytkiem i przykładem kościoła warownego jest Prejmer. Gotycki kościół z XIII wieku, z wpływami cysterskimi, otoczony grubymi fortyfikacjami w układzie kojarzącym się z murami rzymskiego Koloseum. Wyposażone w stanowiska służące do obrony przed atakiem wroga: otwory strzelnicze i te służące do spustu śmiercionośnych materiałów.
Po wewnętrznej stronie murów znajdują się liczne schody prowadzące na różne poziomy, na których ulokowane są niewielkie pomieszczenia. Na okres oblężenia mogli w nich zamieszkać np. rzemieślnicy wykonujący różne prace wspomagające obrońców, lub po prostu dających schronienie mieszkańcom.
Aby uwierzyć w to, że starożytni Rzymianie opanowali kiedyś tę krainę, musieliśmy zobaczyć jakieś ślady ich bytności.
Stało się tak w miejscowości Sarmizegetusa. Ruiny Ulpia Traiana, dawnej stolicy rzymskiej Dacji nie są imponujące. Prowadzone tam są prace archeologiczne i rekonstrukcyjne, gdzie nie gdzie leżą szczątki powalonych kolumn z łacińskimi inskrypcjami i obrobione bloki skalne.
Znacznie lepiej rzymskie ślady dostrzec można parę kilometrów dalej w niewielkiej, skromnej cerkiewce zbudowanej z materiału pobranego z ruin Ulpii.
Nasz rajd po Siedmiogrodzie zakończyliśmy nocnym spacerem po secesyjnej Orodei, pięknie odnowionej i suto oświetlonej.
Przemierzając autokarem siedmiogrodzki kraj w drodze do kolejnego ciekawego miejsca obserwowaliśmy nieprzebrane uprawy kukurydzy, pola wyschniętych brązowych słoneczników stojących jak mnisi w modlitwie w oczekiwaniu na zbiory, stada owiec wypasających się na zrudziałych o tej porze pastwiskach, ociężałych od nagromadzonego na nich runa.
Przemykaliśmy przez kolejne przełęcze w licznych górskich łańcuchach Karpat, przyzywających nas zielonością lasów i łąk, na których stały kopki zgromadzonego na zimową porę siana, widokiem wysokich Fogarasów i innych grzbietów górskich.
Czas płynął nam niepostrzeżenie i szybko, tak że zwykle do miejsca noclegowego docieraliśmy późnym wieczorem żegnani błyskiem pomarańczowego słonecznego oka albo zgoła po ciemku.
Cieszyliśmy się perspektywą paru wycieczek górskich zawartych w programie naszej wyprawy.
(*) – Wytwórnia Wypraw (http://www.wytworniawypraw.pl)
(**) – Bartek Cisowski
Autor tekstu i zdjęć: Janka Dąbrowska
cdn: Transylwania – wrzesień 2026; Przygody górskie i natura








































