Mazury – rowerowo zawsze atrakcyjne

Lubię wakacje, w trakcie których każdy dzień jest jak pusta kartka gotowa do zapisania, po złożeniu których tworzy się ciekawa historia do opowiadania. Lubię odwiedzać nowe krainy i miejsca, zaskakujące swoją odmiennością i świeżością spostrzeżeń. Jednak po objechaniu całego kraju, znalezienie takich rejonów jest trudne, staram się zatem wybierać te, które zapisały się w pamięci zgłoskami ciepłych wspomnień, inspirującymi widokami i miłymi kontaktami z ludźmi.

Słysząc pytanie: gdzie polecasz pojechać na rower? niezmiennie odpowiadam: Mazury!

Kraina łagodnie pofalowanych wzniesień pokrytych złocistymi zbożowymi polami, zielonymi łąkami i pastwiskami, przetykana ciemną zielenią lasów kryjących jeziora i urokliwe rzeki.

 

 

 

 

 

 

Zarówno w pogodne, słoneczne dni, jak i w pochmurny deszczowy czas niebo gra tu barwami, kształtami chmur stanowiącymi nierzadko fascynujące widowisko.

Cywilizacja gwałtownie zmienia oblicze naszej ziemi: miasta i wsie są zadbane i dostatnie, przebudowane drogi prowokują do coraz szybszego ich pokonywania, a liczna sieć dróg rowerowych kanalizuje ten ruch.

 

 

 

 

 

 

Coraz rzadziej spotyka się autentyczne artefakty przeszłości w postaci starych domostw i obejść, wypieranych przez nowoczesne, nowomodne dworki. To co dawne kolekcjonuje się z przeznaczeniem „ku uciesze” turystów w mini muzeach lub skansenach.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W poszukiwaniu inności i dzikości puszczam się rowerem często szlakami pieszymi, które sprawiają wrażenie, jakby straciły na swej popularności w tym rejonie. Ich ciągłość bywa przerwana drogami szybkiego ruchu i aby przez nie się przedostać czasami trzeba wykorzystać nietypowe „przepusty”. Polna droga wijąca się wśród pól w kierunku pobliskiego lasu potrafi zaskoczyć znakiem drogowym umieszczonym w nietypowym miejscu.

 

 

 

 

 

 

 

 

Kwitnące malwy radują się letnią porą nie mniej niż polne kwiaty pochylające się nad duktem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bywa, że w leśnej, zabagnionej głuszy robi się nieco straszno, aby wkrótce wydostać się na optymistyczną drogę wśród dorodnych, wysokich drzew.

Niezwykle urokliwe mazurskie szosy wyglądające jak tunele utworzone przez szpalery przydrożnych lip, zostały nierzadko wyposażone w prowadzące bokiem trakty rowerowe, dzięki czemu wzrósł poziom bezpieczeństwa, a unikatowy ich charakter został zachowany.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W okolicach jezior turystyka wodna kwitnie, liczne wieże widokowe pozwalają zerknąć dalej niż z siodełka roweru.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Hodowla nie ogranicza się jedynie do bydła, została uzupełniona o wiele stadnin z końmi pod wierzch, a także wzbogacona o zwierzęta egzotyczne takie jak alpaki czy strusie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zatrzymałam się najpierw w Ełku, aby po paru dniach przenieść się do Olecka. Oba miasta robią przyjemne, miłe dla oczu wrażenie z całkiem ciekawą ofertą dla turystów.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mimo, iż gustuję przede wszystkim w widoku krajobrazów, to świetlna barwność uporządkowanego nocnego miejskiego widoku z okna miała w sobie coś krzepiącego.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pedałowałam przez zdawałoby się zwykłą normalność, która jednak budziła nadzieję, że nadal trwa i nowe jej nie wyprze.

 

Autor i zdjęcia: Janka Dąbrowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *