Następstwo zmian – Rozdział 20

Rozdział 20

Kamila nerwowo krąży po domu, co chwila wyglądając przez okno, albo wychodząc na ganek. Mimo, iż dotarła do niej wiadomość, że cała operacja przebiegła pomyślnie i bez komplikacji, to bardzo już chciałaby zobaczyć Krzyśka bezpiecznego w domu.

Kiedy wreszcie terenowiec Krzysztofa zatrzymuje się przed domem, wybiega na spotkanie mężczyzn. Obaj są uśmiechnięci i wyraźnie widać, że całe napięcie już ich opuściło, a w ich postawach wyczuwalne jest poczucie satysfakcji i spełnienia, typowe dla dobrze wykonanej pracy.

Po chwili krzątaniny i rozpakowaniu sprzętu, rozsiadają się przy stole, opowiadając i komentując przebieg wydarzeń. W zasadzie dopiero teraz wymieniają między sobą uwagi i spostrzeżenia, relacjonując Kamili towarzyszące im emocje.

– To wszystko działo się nagle, dosłownie w jednej chwili. Nie było czasu na myślenie, na rozważanie co należy zrobić. Pozostało tylko działać – instynktownie – stwierdza Krzysztof.
– A jednak, zauważ, że tak naprawdę przemyśleliśmy to wszystko wcześniej i byliśmy na to przygotowani. I dobrze! Nie mieliśmy też do czynienia z naprawdę groźnymi bandytami – dodaje Mariusz.
– No fakt! Ten młodziak, za którym pognałem, to prawie dzieciak. A jednak, spanikowany z czegoś strzelał. Ciekawe czy funkcjonariusze znajdą tę broń, którą najwyraźniej zgubił w trakcie ucieczki? I jak „przejmą” cały ten towar?
– Sadzę, że to była broń czarnoprochowa. Mógł ją kupić legalnie i na to pewnie było go stać.
Myślę też, że po jakimś czasie dowiemy się o dalszych krokach podjętych przez antynarko. Teraz muszą rozpracować całą siatkę, mają tak jak chcieli, pierwsze ogniwo „łańcucha”.
Kama słucha wszystkiego z zapartym tchem i nagle włącza się do rozmowy:
– A nie zastanawia was, jak w ogóle cały ten bajzel trafił w te strony? Ktoś „stąd” musiał naraić to miejsce, jako magazyn. Wytyczyć do niego niepozorny, mało widoczny szlak, a ilość zgromadzonego tam materiału wskazuje, że ten proceder trwa już od dłuższego czasu.
– Masz rację, ale ja tego nie zamierzam dochodzić i dociekać. Obezwładnianie ludzi, nie jest tym co mi się specjalnie podoba. Nie należy się tym chwalić i rozpowiadać. Lepiej, żeby nikt nas z tą akcją nie łączył – dla naszego bezpieczeństwa i spokoju – upomina ją Krzysiek.
– Przyznam też, że żal mi tego chłopaka. Tak młodo zapaprał sobie życie! Szkoda!

Mariusz jest pewien, że za jakiś czas skontaktuje się z nimi Komenda Główna i poznają szczegóły całej sprawy.

– Jeżeli nie, to sam się o to upomnę – obiecuje.
– Będzie okazja, bo muszę odesłać, albo jakoś dostarczyć im cały policyjny sprzęt przez nas wykorzystany.

Po pewnym czasie, po filiżance kawy, zbiera się do wyjazdu.
– Mam jeszcze kawałek do przekołowania, a na mnie też już pewnie z niecierpliwością czekają Marylka i dzieciaki. Będziemy w kontakcie!

Po jego odjeździe Kamila siada Krzyśkowi na kolanach, mocno się do niego przytula i mówi:
– Bałam się o ciebie! Inaczej niż, jak sam wyruszasz w góry. Tam jesteś „jak u siebie”, a tu tyle mogło wydarzyć się niespodzianego i groźnego. Dobrze, że już jest „po” i niech tak zostanie!
– Spokojnie! Nie zamierzam rozpoczynać kariery detektywa i „psa gończego” – śmieje się Krzysiek.

Pewnego dnia na początku listopada, do biura „Azylu” wpada wyraźnie poruszony Marek:

– Słyszycie? Od rana nad boczną doliną regularnie krążą helikoptery, tak jakby czegoś szukały. Panie z gimnastyki wypytują mnie czy przypadkiem z „Rancza” znowu nie uciekły jakieś konie? Wiecie coś na ten temat? Nie było u was Roberta?
Krzysiek z Kamą wymieniają między sobą ukradkowe spojrzenia.

– Naprawdę? Nie, Robert nic nam nie wspominał. A nie pytałeś tego zaprzyjaźnionego z tobą Jędrzeja? – pyta Krzysztof.
– Nie miałem czasu, bo cały czas prowadzę zajęcia. Do was wyskoczyłem tylko na chwilę.

Kiedy zostają sami, Kama mówi:
– Chyba coś się ruszyło w sprawie? Nie sądzisz? Mariusz do ciebie nie dzwonił z jakąś informacją?
– Nie, ale niewykluczone, że coś jest na rzeczy.

Następnego dnia w mieście aż huczy. W Internecie pojawiła się wiadomość:

„Grupa ds. Przestępczości Zorganizowanej z Komendy Głównej Policji rozpracowała szajkę przemytników rozprowadzających narkotyki w aglomeracjach miejskich na terenie całego kraju. Zabezpieczono około 200 kg czystej kokainy zgromadzonej w magazynie w rejonie miasta Podgórzno”.

Na porannej kawie w „Azylu” także się na ten temat dyskutuje.

– Nie podano żadnych szczegółów dotyczących, gdzie znajdował się ten magazyn. Dziwne, że tu nikt nic nie wie. Ludzie gubią się w domysłach i plotkach – mówi Marek.

Tylko Anton nieco podejrzliwie, spod oka spogląda na Krzysztofa i nieznacznie do niego się uśmiecha. Krzysiek zachowuje jednak kamienny wyraz twarzy.

– Te helikoptery pewnie to znalazły – rzuca Dorota, po czym pyta:
– A dwieście kilogramów to dużo?
– No pewnie! Jak podzielą to na małe działki, to niesamowita kupa kasy jest! – odpowiada Marek.

Wieczorem do Krzyśka dzwoni Mariusz.
– Pewnie już słyszałeś? Dostałem dziś telefon od Komendanta, który zaprasza nas w piątek na spotkanie w Komendzie Głównej. Możesz? Mamy potwierdzić, albo umówić się w innym terminie.
– Nie ma sprawy! Jedziemy, tym bardziej, że ciekaw jestem co robiły te helikoptery krążące tu w okolicy.

W czwartek wieczorem już razem z Mariuszem siedzą przy kolacji zastanawiając się czego może dotyczyć planowane na jutro spotkanie.
Do Komendy docierają na czas i zostają zaproszeni do sali konferencyjnej, w której zgromadzony jest duży zespół ludzi. Większość z nich to młodzi ludzie o wysportowanych sylwetkach, ubranych w czarne uniformy z odznakami brygady antynarkotykowej. Mariusz w standardowym policyjnym mundurze wyróżnia się potężną posturą, emanującą rozwagą i stabilnością. Krzysiek w całym tym towarzystwie czuje się trochę niepewnie i nie na miejscu. Stara się trzymać w cieniu przyjaciela, pozostawiając mu inicjatywę.

Gdy do sali wkracza Naczelnik Wydziału wszyscy wstają. Po krótkim powitaniu zwraca się do zebranych:

– Jak się domyślacie, chciałem wszystkich zaangażowanych w akcję, na różnych jej etapach, zapoznać z jej wynikami.
Wskazując na Mariusza i Krzysztofa mówi dalej:

– Dzięki obecnym tu gościom, przy ich bezpośredniej pomocy przejęliśmy pierwsze ogniwo dystrybucyjne siatki przemytniczej. Obaj pojmani poszli na współpracę. Nie naruszając harmonogramu dostaw towaru i śledząc kolejnych kurierów, rozpracowywaliśmy stopniowo cały system. Gdy byliśmy gotowi, w zorganizowanej, ogólnokrajowej, globalnej akcji aresztowaliśmy wszystkich zamieszanych w ten proceder. Nie udało nam się jednak ustalić od kogo za granicą kokaina była zakupiona. Trop prowadzi do Holandii. Tamtejszym władzom przekazaliśmy wszystkie istotne dane, które mogą być w tym pomocne.
Komendant Główny Policji uczestników akcji nagradza premią, a pana Krzysztofa specjalną nagrodą za obywatelską postawę i cywilną odwagę.

Szczególnie ostatnie jego słowa zebrani nagradzają gromkimi brawami.
Po zebraniu Naczelnik zaprasza Mariusza i Krzyśka do swojego gabinetu. W jego zaciszu mają okazję wypytać go o interesujące ich szczegóły.

– Jak zlikwidowaliście cały ten skład z koleby? – pierwszy pyta Mariusz.
– Dokonaliśmy czegoś w rodzaju desantu – żartuje Naczelnik.
– Policyjny helikopter dokonał „zrzutu” kilku funkcjonariuszy na przełęcz, którzy wykonali wizję lokalną okolicy. Przy okazji znaleźli broń z której strzelał ten chłopak. Cały materiał przenieśli partiami na siodło, gdzie popakowali go w siatki, wciągnięte później do helikoptera w zawisie. Po czym sami podobnie się stamtąd ewakuowali. Wejście do koleby w późniejszym terminie zostanie zaślepione, aby nie kusiło do ponownego jej wykorzystania.
– A czy wiecie, kto w ogóle wynalazł to miejsce i wykorzystał go jako magazyn? – z kolei pyta Krzysztof.
– To dość skomplikowana i dłuższa historia. Okazuje się, że ojciec tego starszego kuriera w dzieciństwie pomagał przy wypasie owiec w tych okolicach. To on był odkrywcą tej koleby. Opowiadał o tym w domu. Jego syn został wysłany do szkoły do miasta na nizinach, gdzie już pozostał. Często bywał w różnych klubach nocnych, wdał się w jakieś szemrane towarzystwo. Prawdopodobnie wygadał się kiedyś po pijaku, albo żeby się popisać, w każdym razie po jakimś czasie zgłosił się do niego jakiś gość proponując mu deal: ukrycie trefnego towaru i cotygodniowe dostarczanie go partiami kolejnemu kurierowi. Zaproponował mu niezłą kasę. Wydawało mu się, że to łatwy zarobek, a planował ożenek, więc wszedł w ten interes. Dokooptował sobie młodziaka, który już poczuł narkotykowy smak, aby za cotygodniową działkę pomagał mu najpierw w przeniesieniu tego na górę, a potem towarzyszył w nocnych wyprawach. I tak to zaczęło się kręcić. Ta dolina jest na tyle odludna i usytuowana na cywilizacyjnym poboczu, że nikt nie zwracał uwagi, że ktoś regularne ją odwiedza.
– A co będzie ze złapanymi przez nas ludźmi?
– Na razie czekają w areszcie na proces. Pewnie dostaną wyrok w zawieszeniu, bo zgodzili się z nami współpracować. Tego młodziaka namówiliśmy na „odwyk” i tylko od niego zależy, jak wykorzysta okazję do odbycia terapii. Kto wie? Może jakoś to go naprostuje?

W pewnym momencie Naczelnik zwraca się bezpośrednio do Mariusza:
– A pan nie chciałby z nami na stałe współpracować? Wymagałoby to przeniesienia do naszych struktur, ale myślę że nie byłoby z tym problemu.
Zaskoczony Mariusz po chwili odpowiada:

– Musiałbym się nad tym nieco zastanowić.
– Czekam zatem na szybką odpowiedź.

Wracając samochodem obaj początkowo milczą, śledząc przesuwające się za oknem widoki i krajobraz. Wyraźnie każdego z nich nurtują własne myśli.
Wreszcie Krzysiek przerywa tę ciszę:

– Niesamowite, jak kręte i różne potrafią być życiowe ludzkie ścieżki! No a co myślisz o złożonej ci propozycji?
– Wiesz co? Można to postrzegać jako okazję do awansu, ale… Pamiętasz co ci powiedziałem, jak jechaliśmy tu pierwszy raz: „My wsiowe ludzie jesteśmy, ale obaj z wyboru” i to prawda. Dobrze mi tam gdzie jestem, wydaje mi się, że potrzebny jestem moim ziomkom, mam ich szacunek i zaufanie i czuję, że tam jest moje miejsce. I niech tak zostanie.
– Też zadowolony jestem, że już wracamy – śmieje się Krzysztof.

 

Autor: Janka Dąbrowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *