Następstwo zmian – Rozdział 14

Rozdział 14

Po powrocie Krzysztof zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo ostatnio zaniedbał swoje informatyczne obowiązki. Nawet szef udzielił mu już niewybrednej reprymendy, więc znacznie dłużej przesiaduje przed komputerem. Kamila natomiast wsiąkła w przygotowywanie nowego projektu rozbudowy działalności ośrodka zooterapii o przedszkole. Co prawda nie rozmawiała na ten temat jeszcze z panem Robertem, ale planuje zrobić to, gdy jej propozycja skonkretyzuje się.
Za pieniądze zarobione na „obsłudze” turystycznych klientów Krzysiek kupił nowy komputer wyposażony w narzędzia do obsługi AI. Uczy się, jak go wykorzystywać w usprawnieniu swoich zadań. Sporo na ten temat rozmawiają, rozumiejąc jak bardzo AI zmieni przyszłość nawet w ich zakątku głęboko ukrytym w górskim zaciszu.

– Myślę, że mogłabyś też z powodzeniem wykorzystywać to do opracowywania wniosków o dofinansowanie i sponsoring swoich grantów – zauważa Krzysiek.
Ona także bardzo jest tym zainteresowana i oboje testują nowe narzędzie, doceniając jego zalety.
– A przy okazji, nie oddałbyś Zosi swojego najstarszego komputera? Rozmawiałyśmy o wspólnym prowadzeniu przedszkola, ale dobrze byłoby gdybyśmy zrobiły kurs pedagogiczny. Sprawdzałam, że są takie w wersji on-line. Przydałby jej się, tak żeby mogła samodzielnie w nim uczestniczyć.
– Nie ma sprawy. On już i tak stoi bezczynnie u nas w domu. Pogadam ze Stachem, żeby do nas wpadł i go zabrał.

Marek od tygodnia pracuje jako rehabilitant w ośrodku zdrowia. Prowadzi tam zajęcia w określonych godzinach, umiejętnie łącząc je z obowiązkami w „Azylu”.
W piątek na porannym tradycyjnym spotkaniu przy kawie odzywa się Dorota, nieco nieśmiało, z rumieńcami na twarzy:

– Chciałabym was wszystkich zaprosić w sobotę do nas na obiad. Zobaczycie, jak tam się zmieniło i Paweł będzie zadowolony, że coś się dzieje.
Anton potakuje jej głową i nieznacznie się uśmiecha.
– No, no, Dorota! To już panią domu zostałaś! – serdecznie śmieje się Krzysiek.
– Dorcia! Pomóc ci w czymś? – pyta Kama.
– Przywieź jakieś ciasto, bo tego jeszcze nie mam.
– Czy możesz jeszcze zaprosić Stacha z Zosią? Przy okazji zabiorą od nasz stary komp.

W sobotę wczesnym popołudniem spotykają się w „Pensjonacie pod paprociami”. Choć na pierwszy rzut oka niewiele tam się zmieniło, a jednak dom wydaje się tchnąć nowym życiem. Na wejściowym tarasiku pojawiły się donice z kwiatami, z kęp paproci znikły uschnięte pióropusze, a wewnątrz jest schludniej i nieco jaśniej. Wyraźnie widać ślad kobiecej ingerencji.
Wita ich uśmiechnięty Paweł, który jakby się wyprostował i sprawniej się porusza mimo laski. Dorota oprowadza ich po domu, pokazując i chwaląc się swoimi dokonaniami.

– Bardzo wiele pomaga mi Paweł. Czasami nawet musi to robić bez laski.
– Po prostu ćwiczy w ten sposób – mówi Marek.
– Panie Pawle, a może wpadałby pan do nas do „Azylu”? Poćwiczymy razem.
– Pomyślę o tym.

Anton zaciąga Stacha na tyły domu. Planuje zbudować tam niewielką szopę dla alpak i osła, a także ogrodzić pewien teren, tworząc pastwisko i wybieg dla zwierząt.
Rozgadane kobiety skupiają się w kuchni i przygotowują stół w saloniku.
Choć atmosfera późnego lata skłania do przebywania na zewnątrz, to wcześniejsze wieczory bywają chłodne, a oni chcą swobodnie posiedzieć i porozmawiać.

Tematów im nie brakuje. Marek przekazuje im sporo informacji i plotek z bieżącego życia miasta, zaczerpniętych z rozmów personelu ośrodka i z pacjentami.

– Czy wiecie, że pan Robert nie cieszy się wielką sympatią, a nawet słyszałem, że sąsiedzi narzekają na niego. Mam wrażenie, że zazdroszczą mu tego, że interes tak dobrze mu zaczął prosperować. Twierdzą, że to głównie dzięki „Azylowi”, który ocieplił wizerunek jego stadniny. Skąd ta niechęć? Nie umiem dociec, nie wnikam i nie wypytuję.
– On łatwy w kontaktach nie jest. Sam wiesz. Bywa gburowaty, nieuprzejmy, a poza tym jest strasznie wyrachowany i interesowny. Ja jakoś nauczyłam się, jak z nim rozmawiać, ale przyznaję, że bywa to przykre – dodaje Kama.

Nalewka Pawła wszystkim rozwiązuje języki. W pewnej chwili Dorota, cała w rumieńcach mówi:
– Mam dla was niespodziankę – spogląda przy tym na Antona, który nieznacznie kiwa jej głową.
– Postanowiliśmy się pobrać.
Przy stole zapada chwila pełnej zaskoczenia ciszy.
– Naprawdę? A kiedy? – pyta Kamila.
– Myśleliśmy, żeby w grudniu. To na pewno ureguluje nasz status i zdejmie nas z ludzkich języków – odpowiada Anton.
– Dobra decyzja – kwituje Krzysiek.

Zosia dyskretnie spogląda w kierunku Stacha, a on udaje że tego nie dostrzega, choć rozpromienia się na twarzy. Za to Kama z Krzyśkiem jawnie wymieniają się spojrzeniami, uśmiechając się do siebie ze zrozumieniem.

W drodze powrotnej komentują nowinę:
– Czy to dobrze? Można było się tego spodziewać – pyta Kama.
– Uważam, że szczególnie w ich przypadku to bardzo dobra decyzja. A co z nami? – odpowiada Krzysiek.
– A brakuje ci tego? Takie istotne to dla ciebie?
– Niekoniecznie. Mnie dobrze jest tak jak jest, ale nie jestem pewien, jak ty czujesz?
Kama przytula się bokiem do niego i odpowiada:
– Nie muszę mieć papieru potwierdzającego, że się kochamy.
Krzysztof zatrzymuje samochód na poboczu, obejmują się i gorąco całują.

Nadspodziewanie szybko plotka na temat pana Roberta się uwiarygodniła. W niedzielę rano zjawia się on u nich w domu. Jest bardzo wzburzony i zdenerwowany. Po zdawkowym powitaniu od razu wybucha:

– Te skurwiele zwaliły wczoraj wieczorem ogrodzenie pastwiska, od strony lasu. To pewnie ci spod „piątki”! Trzy konie gdzieś zginęły. Nie sądzę, żeby je ukradli, bo to byłaby sprawa gardłowa, ale gdzieś wywędrowały. Pewnie w górę tej bocznej doliny za naszą stadniną. Ogier Książę, klacz Princesa i hucuł. Dzisiaj w stajni są tylko dwaj stajenni i potrzebni są do bieżącego obrządku.
Panie Krzysztofie, nie poszukałby pan ich? Razem z tym magikiem od zwierząt….
– On ma na imię Anton – wtrąca Krzysiek.
– No tak, z Antonem. To cenne konie hodowlane są. Jak sprowadzi je pan do domu…
– To może zgodzi się pan wtedy na to, żeby w „Azylu” powstało przedszkole? – wpada mu w słowo Kamila.
– Nie jestem zachwycony tym pomysłem, ale… niech tak będzie!
Krzysiek spogląda nieco zaskoczony na Kamilę, a ona szybko dodaje:
– Jadę z wami.
– Ok, spróbujemy. Tylko potrzebujemy dwóch koni, Kama pojedzie na Kawie.
– Przygotujemy je osiodłane. Chcecie sakwy? Nie wiem czy wyrobicie się przed nocą? – pyta Robert.
– Świetnie. Jadę zaraz po ANTONA – podkreśla z uśmiechem Krzysiek.
– Kama! Ty tymczasem zbierz sprzęt: namiot, śpiwory…sama wiesz co trzeba.

 

Autor: Janka Dąbrowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *