Jadąc w kierunku gór zwiedzaliśmy liczne miejsca istotne z punktu kulturowego Maramureszu i Bukowiny. A tych jest tu bardzo wiele. To krainy słynące ze starych, drewnianych pięknie malowanych cerkwi, monastyrów i świątyń. Zawieruchy historyczno-dziejowe oszczędziły je przed zagładą, być może ze względu na wielokulturowość tego zakątka świata, a być może ze względu na jego niedostępność i położenie dalekie od „głównego traktu” cywilizacyjnego.
Wiele z tych obiektów zostało wpisanych na listę UNESCO, a strzeliste wieże – iglice maramorskich kościołów stały się swoistym symbolem kultury rumuńskiej.
Prawosławne monastyry bukowińskie z XIV – XVI wieku, których zewnętrzne ściany pokryte są barwnymi freskami opowiadającymi biblijne historie lub te z życia świętych, którym są „dedykowane” najczęściej są też obiektami obronnymi, otoczone grubymi murami.
Zarówno zabytki, jak i współczesne obiekty sakralne: monastyry, cerkwie, klasztory, kościoły i inne, są bardzo zadbane.
Z pieczołowitością i dbałością zagospodarowany jest teren wokół nich. Ukwiecony, uładzony i doglądany przez zakonnice i zakonników dumnych ze swej roli, pilnujących zachowania szacunku należnego tym miejscom.

Kościoły w Maramureszu to prawdziwe arcydzieła sztuki ciesielskiej. Zbudowane są w całości z drewna, najczęściej bez użycia gwoździ, jedynie z wykorzystaniem konstrukcji zrębowych lub innych znanych jedynie wytrawnym budowniczym. Wzniesienie wysokich, strzelistych wież, odpornych na działanie wiatrów wydaje się zadaniem niezwykle trudnym. Najwyższe z nich osiągają wysokość 78 metrów (monastyr Peri w Săpânży) i 54 m w przypadku cerkwi w Șurdești.
Dachy świątyń marmaroskich pokryte są drewnianymi dachówkami – gontami, które nie są zwykłymi prostymi deseczkami. Są one kształtowane w rodzaj „strzałek”, które jak łuska pokrywają spadziste dachy. Z biegiem lat i pod wpływem czynników atmosferycznych pokrywają się szarą drewnianą „patyną” nadającą im nobliwy i szacowny wygląd.
O kunszcie ciesielskim budowniczych marmaroskich – takim z dziada pradziada mogą świadczyć ściany bardzo starych chat, zachowanych w skansenach, zbudowanych z ogromnych grubych desek. Wyobraźnia podsuwa widok dorodnych grubaśnych drzew, z których musiały być pozyskiwane takie kloce.
Dachy niektórych odrestaurowanych lub nowo zbudowanych kościołów, pokrywa kolorowa mozaika w geometryczne wzory. Tak jest w przypadku świątyni w Sapancie, co doskonale wpisuje się w charakter miejsca. Wokół niej jest bowiem rozlokowany tzw. Wesoły Cmentarz. Według mnie on nie tyle jest „wesoły” co pozbawiony ponurego patosu i melancholii, a wymyślone przez pomysłodawcę Stan Ion Patrasa nagrobki pozwalają tym co odeszli zachować swoją tożsamość, uchraniając ich przed całkowitym zapomnieniem.
Las niebieskich nagrobków w folkowym stylu, z wyobrażeniami ludzi pod nimi pochowanych, z uwiecznionym ich wizerunkiem i krótkim opisem ich życia jest jedyny w swoim rodzaju.
W chacie artysty, wiekowej i nieco zaniedbanej znajduje się niewielkie muzeum przedstawiające miejsce pracy tego ludowego artysty.
Większość świątyń marmaroskich jest odrestaurowana. Cerkiew w Surdesti oczekuje na ten proces i być może dlatego niezwykle przemawia swą autentycznością. Stare drewno ścian, z artefaktami przeszłości zmęczonymi dźwiganymi latami i służbą modlącym się w niej ludziom wskazują na jej głębokie zakorzenienie w tym miejscu i społeczności. Skromny cmentarzyk u jej stóp dodatkowo to potwierdza Wierni w podzięce przyozdabiają jej wnętrze bogato ręcznie haftowanymi szarfami.
Geometryczne wzornictwo mocno jest zamanifestowane w wiosce Ciocanesti, gdzie mieszkańcy upiększają swe domy barwnymi pikselami układającymi się w niepowtarzalne szlaczki.
Wzory te wkradły się także do wnętrza domów osiadając na piecach czy powałach.
Nawet w wyrobach rękodzielniczych: tkanych kilimach czy paciorkowej biżuterii można się ich doszukać.
Niezwykle kreatywni mieszkańcy tej wioski i jej okolic tworzą też wspaniałe, barwne pisanki, które można obejrzeć w muzeum.
Wnętrza marmaroskich świątyń najczęściej wyposażone są w bogate złotą barwą ikonostasy o typowych ikonicznych ujęciach uwiecznionych na nich świętych.
Nietypowym pod tym względem jest zespół klasztorny w Barsanie, który powstał całkiem współcześnie (1993 r).
Zbudowany zgodnie z tradycją i lokalnym stylem zaskakuje i zachwyca czystością, i świeżością formy. Malowidła i freski zdobiące wnętrze cerkwi są nowoczesne graficznie i utrzymane w stonowanych barwach. Elementy małej architektury kompleksu stanowią umiejętne i eleganckie połączenie stylu lat dawnych, odmłodzonym i odświeżonym, wykorzystującym snycerskie talenty marmaroskich artystów.
Przed wejściem do cerkwi wisi tradycyjnie gong wzywający na modlitwę, w jakże pięknej formie orła.
Monastyry w Bukowinie były budowlami sakralnymi, a jednocześnie obronnymi.W obrębie murów znajdują się cerkwie o misternie malowanych ścianach zewnętrznych.
Przykładem może być Moldovita. Do otoczonego grubym murem monastyru przechodzi się murowaną bramą z górującą nad nią wieżycą obserwacyjną. Mur zbrojny jest także w wieżyce obronne.
Wewnątrz murów znajduje się XIV wieczny monastyr, którego ściany pokrywają freski i malowidła, niektóre mocno już wyblakłe, inne zachwycające swą barwnością i wyrazistością. Wnętrze zdobione jest bogatymi w formie i kolorystyce freskami.
Wobec tego bogactwa formy zaskakuje i zachwyca skromność pierwotnego XIV wiecznego ikonostasu zachowanego w klasztornym muzeum.
Klasztor w miejscowości Marginea z bogatą polichromią ścian zewnętrznych nie ustrzegł się przed niechlubnym zwyczajem ludzi go odwiedzających od umieszczania napisów w stylu: „ja tu byłem”. Kompleks oglądany z pobliskiego wzniesienia jawi się jako typowa struktura obronna.
W pobliskim miasteczku kwitnie rzemiosło wytwarzania naczyń z czarnej gliny metodami ponoć sięgającymi czasów starożytnych.
Warto wspomnieć o dość nietypowym monastyrze obronnym w Dragomirnie.
Cerkiew stanowiąca centrum monastyru, ma nietypowy wydłużony, smukły kształt z bogatym, reliefowym wzornictwem typowym dla architektury Wschodu: Gruzji i Azji Mniejszej. Elewacja świątyni opasana jest w poziomie kamiennym splecionym sznurem, który tutaj po raz pierwszy pojawił się w architekturze ziem rumuńskich. Na mury wchodzi się stromymi wąskimi schodami.
Przemieszczając się wąskimi, krętymi, górskimi szosami obserwowaliśmy lokalne wsie i miasteczka, schludne, zadbane i czyste.

Z zainteresowaniem oglądaliśmy stojące przy zabudowaniach studnie, dostępne dla każdego przechodnia, zamknięte w formie domków o ciekawych, finezyjnych dachach.
Aż przyszedł dzień żeby zapuścić się do dużych metropolii: Suczawy – stolicy Bukowiny Rumuńskiej i do Jassy miasta w historycznej Mołdawii.
W Suczawie odwiedziliśmy odbudowywaną kamienną twierdzę wzniesioną w XIV wieku i zniszczoną w XVII wieku. Odbudowana jest ona w stylu „zachowane ruiny” tzn. mury wzniesione są do pewnego poziomu, a następnie zakończone zabezpieczeniem betonowo-kmiennym. Białe linie oznaczone na murach wyznaczają granicę miedzy starym, a nowym.
Z ciekawostek na jednym z dziedzińców stoi metalowy, demonicznie prezentujący się tron będący elementem scenografii z filmu pt. „Gra o tron”(3), a na następnym kamienny, z symbolami dawnych władców Suczawy.
Bieganie w upale po miastach dało nam się porządnie w kość, więc z poczuciem ulgi wylądowaliśmy w pobliskiej winiarni (4) na degustacji produkowanych w niej win, połączonej z wykwintnym posiłkiem.
Przekonaliśmy się, że dla nas, górskich łazików pokonywanie miejskich tras jest znacznie bardziej męczące niż nawet tych długich wśród wzniesień i lasów.
Była to jednak okazja, aby zobaczyć jak wyglądają duże metropolie w tym rejonie Rumunii.
Nie prezentują się one okazale. Poza centrami, w których rozsiada się nowoczesne „zachodnie” budownictwo czuć ducha ubogiego socjalizmu. Socjalistyczna zabudowa popada w budowniczy chaos np. za sprawą zabudowy balkonów dokonywanych od Sasa do Lasa, pokrywa się patyną lat odciskających piętno w postaci kruszących się kiepskich materiałów, z których powstała. Pomysły i forma całkiem niekiepskie i bywa, że ciekawe, tyle że zakurzone, brudne z zaciekami obiekty, aż proszą się o odnowienie i odświeżenie.
Wyprawę do Rumunii zakończyliśmy jednak z powrotem w górskim rejonie przy buchającym jaskrawym, wysokim płomieniem ognisku.
I tego nam było trzeba!
Autor tekstu i zdjęć: Janka Dąbrowska
(3) – „Gra o tron” – filn wg. powieści „Pieśń lodu i ognia” George’a R.R. Martina.
(4) – winiarnia Gramma (www.grammawines.ro)



















































Fajne. Byłem tam 40 lat temu. Najlepsze Życzenia Imieninowe
Edek B.
Hej,
Tak się składa, że ja wtedy bywałam w bardzo dalekich krajach ;))) za to teraz nadrabiam „zaległości”. One wyglądają już nieco inaczej niż wtedy, ale nadal są bardzo ciekawe i inspirujące!
Serdecznie dziękuję za pamięć i życzenia i miło mi Cię usłyszeć!
Janka
:)))