Podczas gdy w północnej Polsce śnieg sypał bez opamiętania, w Beskidzie Sądeckim pobielił jedynie wzgórza i pola, tworząc noworoczną scenografię do świętowania i zabawy sylwestrowej.
Słońce współgrało z chmurami i silnym wiatrem dynamicznie zmieniając odsłony kolejnych dni.
Dzięki temu zaledwie kilka wycieczek pozwoliło znowu poczuć smak zimowych gór: wysiłku przy podchodzeniu stromymi stokami, walki z chłoszczącym wiatrem targającym nagimi pniami drzew, widoku dziewiczych, niczym niezmąconych ścieżek wśród leśnego „bałaganu”, dumnie trwających świerków, strumieni w głębokich wąwozach z wodą zamarzającą w soplach i lodowych splotach wodospadów.
Wydawałoby się, że znamy już wszystkie piwniczańskie szlaki i trakty, a jednak udało się jeszcze zapuścić w miejsca, w których spotkaliśmy jedynie kogoś, kto wybrał się tam zdecydowanie nie w turystycznych celach.
Mieszkańcy wysoko umieszczonych chat zdawali się być uśpieni zimowym snem.
Choć w dolinach nowoczesność rozlewa się coraz szerszym strumieniem, to wielu chętnie prezentuje to co stare, sięgając do własnych korzeni.
Gdy słońce zaczynało grać pierwsze skrzypce, w prześwicie między drzewami roztaczał się obraz przestrzeni – zapraszający, budzący nadzieję na lepsze jutro.

Noworoczną noc jednym rozświetlał jasny księżyc, innym barwne rozgwiazdy fajerwerków na niebie.
W gronie sprawdzonych przyjaciół składaliśmy sobie i innym życzenia wierząc i mając nadzieję, że wszystkim się one spełnią.
A w roku właśnie wkraczającym w nasze życie wydarzy się to, co się ma wydarzyć.
Zatem – niech się dzieje!
Autor tekstu i zdjęć: Janka Dąbrowska














