Świąteczny pobyt w Szwarcwaldzie skłonił mnie do zastanowienia się nad tym ile jest prawdy w tym, że zdarzenia wcześniejsze jednoznacznie wyznaczają zdarzenia późniejsze?
Widok zamglonych i naburmuszonych ciemnymi chmurami krajobrazów i wzniesień nie sprzyjał odczuwaniu radosnych klimatów świątecznych.
Mimo tych „szarości” wybrałam się, wykorzystując przekazane mi w prezencie, zaproszenie na wystawę światowej sławy artystki japońskiej – Yayoi Kusama.
Czyżby właśnie zakończony wyjazd do Japonii zainspirował darczyńcę, który zakupił stosowny bilet? Czy odwrotnie? Wcześniej, w tajemnicy zarezerwowany bilet sprawił, że podjęłam decyzję o podróży do Japonii? Przyznacie, że zastanawiające?
Na stosunkowo niewielki, nieco barakowo wyglądający budynek Bayeler Fondation w Bazylei, graniczący z rozległymi polami będącymi przedpolem wzgórz, spogląda humanoidalny wielki zając.
Przed wejściem dziesiątki srebrnych kul pływających w stawie mogą być znakiem rozpoznawczym dzieł Kusamy opanowanej „obsesją kropek”, którymi pokrywa swoje dzieła: instalacje, kolaże, obrazy i rzeźby.
Oszałamiająca feeria barw jej obrazów i instalacji rozproszyła wrażenie przygniatającej mglistości grudniowych krótkich dni i sprawiła, że szaleństwo sztuki zniwelowało poczucie szaleństwa współczesnego świata.
Spoglądając w głąb lustrzanego kubika można doznać zawrotu głowy od migotania barw, w których zanurzone są twarze ciekawskich.
Wczesne obrazy artystki zgromadzone na wystawie nie zapowiadają „kropkowego” następstwa w jej twórczości.
Jest w nich natomiast duża doza „japońskości”, aby następnie przeewoluować przez fascynację formami przestrzennymi łączącymi płaski obraz z elementami imitującymi krystaliczne, aczkolwiek miękkie falliczne figury.
Przechodząc przez zakręcony korytarz, w którym postacie zwiedzających odbijają się w wielu wypukłych, okrągłych lustrach przenosimy się w świat „kropek” dojrzałej awangardowej performerki.
Instalacje i obrazy budzą zdecydowanie roślinne konotacje. Wielka żółta czarno kropkowana dynia czy grzybnia wyrastająca na krzyżaku z symbolami opisującymi wcielenia autorki sąsiadują z płaskimi obrazami kojarzącymi się z glonami czy wodorostami.
Mijając wielkoformatowe, wielobarwne obrazy przywołujące podobieństwo do sztuki aborygeńskiej przenosimy się w świat sztuki w wymiarze 3D, powielonej przez tysiące odbić w powierzchniach lustrzanych.
W świat gigantycznych odnóży „ośmiornic”, w których czujemy się nieco zagubieni, a jednak nie zagrożeni.
Zdumiewać może odwaga, jaką wykazała się niemłoda już artystka (ok. 90. letnia) realizując instalację takich rozmiarów i z takim rozmachem.
Przejście korytarzem wypełnionym autentyczną zielenią, przez okna którego z przyjemnością można zapuścić wzrok na zielone pola, pozwala odzyskać wewnętrzną równowagę, aby następnie zasiąść przed obrazem Moneta i zadumać się nad pięknem przedstawionej na nim natury.
Czas spędzony na wystawie przeniósł mnie w nocny klimat Bazylei, rozświetlony tysiącami świateł bożonarodzeniowego jarmarku licznie odwiedzanego przez mieszkańców i turystów.
Wszyscy radośni, bawiący się chwilą i sytuacją, wykorzystujących moment do zaprezentowania swoich talentów.
Pięknie oświetlone stare i nowe budowle, jarzące się choinki ozdobione wielkimi błyszczącymi bombkami i świetlnymi śnieżkami sprzyjają zapomnieniu o szarości aury.
A ta jakby tym zawstydzona, następnego dnia zmieniła swe oblicze uwalniając słońce i pozwalając na nieśmiałe pojawienie się gdzieniegdzie kwiatów na gałęziach drzew.
Świat złagodniał i pozostało już tylko świętowanie!
Autor tekstu i zdjęć: Janka Dąbrowska





































