Japonia – listopad 2025. Cywilizacyjnie

Japonia – listopad 2025. Cywilizacyjnie

Krótkoterminowe wyjazdy krajoznawcze do obcych krajów można porównać do przypadkowych spotkań obcych ludzi, którzy zamieniają ze sobą parę zdań, wymieniają uwagi i zdawkowe uśmiechy, po czym się rozstają, każdy z wyrobioną opinią o swoim rozmówcy, z tzw. „pierwszym wrażeniem”.

Może być ono mylące, ale pozostaje często na zawsze, gdyż prawdopodobnie nigdy znowu się nie spotkają.

W tym tonie będzie też utrzymana moja kolejna relacja z wyjazdu do Japonii.

Japonia to obecnie 4 gospodarka świata, z silnie rozwiniętym przemysłem motoryzacyjnym, elektronicznym, maszynowym i farmaceutycznym.
Ultra nowoczesne państwo, administracyjnie dobrze zorganizowane, w którym panuje hierarchiczny porządek, łączący tradycję monarchii z nowoczesną demokracją.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pierwszym co rzuca się w oczy po przybyciu do Japonii, to nieprawdopodobna ilość ludzi zgromadzona w miastach.
Aglomerację Tokio zamieszkuje 37 milionów ludzi. Jest to największa metropolia na świecie.

Dość powiedzieć, że w Shibuya – jednym ze specjalnych okręgów miasta, chodzi się w szyku człowiek przy człowieku, a w przejściach podziemnych w metrze przebrnięcie w godzinach rannych przez potoki ludzi graniczy z ekwilibrystyką. Na opanowanie tej sztuki trzeba trochę czasu.

Zaskakiwać może obecność wielu wysokich budynków w centrum, co w strefie dużej aktywności sejsmicznej wymaga specyficznej zabudowy. Aczkolwiek panorama miasta oglądana z punktu widokowego z Tokio Metropolitan Building wskazuje, że większą część aglomeracji tokijskiej stanowi niezbyt wysoka zabudowa.

foto: Rafał

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wiele rozwiązań architektonicznych opartych jest o zasady konstrukcji kratownicowych, tworząc nieco futurystyczny klimat.

Czasami występują w nich nawiązania do tradycji, jak np. na dworcu kolejowym w Kanazawie, gdzie główne wejście stanowi drewniana konstrukcja budząca skojarzenia z bramą tori, charakterystyczną dla wyznania shinto.

Niektóre budynki wyposażone są w lądowiska helikopterów. Wszystkie te nowoczesne budowle i budynki są rzęsiście i fantazyjnie oświetlone po zmroku, a w okresie przedświątecznym ciekawie świetliście udekorowane.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nowoczesne rozwiązania urbanistyczne specjalnie widoczne są w młodym, nowatorsko odbudowanym mieście – Hiroszimie, w której „ludzie ludziom zgotowali ten los” (*), gdzie ludzie dokonali nieludzkiego „eksperymentu” na ludziach.

W pobliżu epicentrum wybuchu bomby pozostawiono pro memoria zabezpieczone ruiny „Kopuły Bomby Atomowej”, a w Parku Pokoju znajduje się kilka pomników upamiętniających ofiary wybuchu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na wolnej przestrzeni placu ustawiony jest główny pomnik w postaci tubusu, skupiającego jak luneta wzrok na wiecznie płonącym ogniu, w tle zaś na ruinach „Kopuły”. W muzeum Pokoju przedstawiono medialnie symulację wybuchu i wstrząsające eksponaty pozyskane ze zniszczonego miasta.
Obecnie Hiroszima tętni życiem i specjalnie nie ogląda się za siebie.

 

Tylko czarne ptaki zbierające się na wierzchołkach drzew w Parku Pokoju zdają się tam trwać jak strażnicy okrutnych czasów.

 

 

 

Czymś co zasługuje na specjalny podziw jest wg. mnie komunikacja w Japonii. Wdrożony system kolei dużych prędkości – shinkansen zrewolucjonizował transport w Japonii, łącząc główne miasta, mknąc z prędkościami sięgającymi 320 km/h. Z Hiroszimy do Tokio, ok. 700 km pokonaliśmy w niecałe 3 godziny.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rozbudowana pajęczyna sieci metra wymaga niejednokrotnie kilku przesiadek, aby przedostać się z odległych dzielnic tokijskiej aglomeracji, a czas na pokonanie niektórych dystansów wynosi ponad godzinę. Metro sunie tunelami, mostami łączącymi stały ląd ze sztucznie utworzonymi wyspami, na których posadowione są zabudowane fragmenty miasta, czasami przemieszcza się po torach na wysokości 3 piętra, niektóre linie obsługiwane są przez składy autonomiczne, pozbawione obsługi.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wzdłuż rzek i kanałów licznie przecinających strukturę miast, na nabrzeżach portowych i wodnych rozlokowanych jest tysiące knajpek i restauracji – większych, mniejszych starających się przyciągnąć klientelę ciekawym wystrojem i dobrym jedzeniem.

A zjeść w Japonii można na tysiąc sposobów: tradycyjnie – owoce morza, a w dużych hotelach wybierając ze szwedzkiego stołu dania zarówno „morsko-wodne”, jak i w stylu amerykańskim.

 

 

 

 

 

 

 

W Tokio, na targu Toyosu odbywa się codziennie rano aukcja owoców morza słynąca z noworocznych licytacji tuńczyków. To stąd zaopatrywani są restauratorzy wszystkich kuchni.
W hotelowych restauracjach zasiada się przy stołach, na krzesłach, przy porcelanowej zastawie z normalnymi sztućcami lub opcjonalnie z nierzadko lakierowanymi i zdobionymi pałeczkami.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W tradycyjnych kafejkach najczęściej siada się na płaskich poduszkach rozłożonych na matach tatami przed niskimi stoliczkami.

 

 

 

W niektórych miejscach można napotkać nietypowe rozwiązanie, polegające na tym, że w podłodze uformowany jest dół, rodzaj studzienki, w którym stoi stół, a ucztujący zasiadają na poduszkach na krawędzi wgłębienia. Bywają też strefy z normalnymi stołami, ławami lub krzesłami.

 

 

 

Dania podawane są na tacy z wieloma małymi miseczkami lub talerzykami, a na każdym z nich umieszczone jest „coś”: kawałki ryby surowej lub przyrządzonej inaczej, a także np. drobne plasterki marynowanej rzepy lub morskich wodorostów, jedna duża słodka fasola, tofu, krewetki i wiele innych rzeczy, których nie podejmuję się nawet nazwać. W głębszych miseczkach znajduje się zwykle gorący rosół lub inna zupa, w tym popularny ramen. Czasami w specjalnym kociołku, podgrzewanym od dołu zupa ta się gotuje, a w niej kawałki mięsa kurczaka lub wieprzowiny. Na tacy znajdziecie także ryż. Różnorodność tych dań potrafi być wielka. Potrawy te są niesłone, do ich przyprawy stosuje się zwykle sos sojowy. W takim lunchowym zestawie nie występują słodycze, a cukier jest zawarty jedynie w sosach słodko-kwaśnych.

Zapewne taka dieta powoduje, że Japończycy są jednym z najdłużej żyjących narodów, z wysoką średnią długością życia, z dużą liczbą stulatków. Są jednak szybko starzejącym się społeczeństwem. A starzeją się szlachetnie, staruszkowie wyglądają nobliwie, rysy ich twarzy łagodnieją i częściej na nich gości uśmiech.

 

 

 

 

 

 

Japończycy są atrakcyjni, z sylwetkami odznaczającymi się elastycznością, schludni i zadbani. Osoby o posturze zawodników sumo widzieliśmy tylko na ściennej rycinie w jednej z knajp, w których jedliśmy lunch.

Mężczyźni są gładko wygoleni, kobiety o nienagannej cerze długo zachowują młodość.

Tylko nastolatkowie w ramach buntu wobec tradycjonalizmu ubierają się odlotowo, upodabniając się do bohaterów komiksów i filmów anime i manga.

foto: Leszek
foto: Rafał

Słodkie dziewczynki, w krótkich spódniczkach i ostrym makijażu, towarzyszący im chłopcy w stylu unisex, o różnych kolorach włosów, z nieodłącznymi smartfonami w dłoniach zapełniają ulice dzielnic, w których królują komiksowe reklamy i błyskotliwy, krzykliwy świat współczesnej pop kultury.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zaskakująca jest niefrasobliwość z jaką Japończycy zdają się traktować ekologię. Ich zamiłowanie do czystości powoduje, że w hotelach na wyposażeniu pokojów spotyka się 4 rodzaje ręczników dla każdego lokatora, codziennie wymienianych na nowe. Kapcie do chodzenia po pokoju, po korytarzach, czy oddzielne do toalet. Wszystko to trzeba uprać, umyć. Tysiące drobnych naczynek, miseczek, wszystko opakowane w plastik, z plastikowymi łyżeczkami przytwierdzonymi do opakowań jogurtów i jednorazowych napojów.

Japończycy prawdopodobnie mają opracowany system segregacji śmieci, ale brak śmietników w przestrzeni publicznej powoduje, że turyści zbierają je w swoim zakresie w torby, które później wyrzucają całościowo …. najczęściej do pojemników w hotelach.

 

Można byłoby wymienić więcej podobnych przykładów.

Westmanom niełatwo jest zrozumieć Japonię, jedni są nią zafascynowani, inni nieco przestraszeni.

Na pewno jednak warto ją odwiedzić, bowiem „wiedzieć, a zobaczyć” czyni dużą różnicę.

 

Autor tekstu i zdjęć: Janka Dąbrowska

(*) – „Medaliony” Zofii Nałkowskiej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *